Merino sprawdza się na zimowym trekkingu lepiej niż materiały syntetyczne z trzech powodów: odprowadza wilgoć, nie zatrzymuje zapachu i dobrze znosi ciągłe zmiany tempa. Pod górę głowa się grzeje i poci, na szczycie wiatr w kilka minut zamienia ten pot w chłód. Czapka, która radzi sobie tylko z jedną z tych sytuacji, przez pół wyprawy będzie przeszkadzać. Poniżej tłumaczymy, dlaczego merino wypada w tym porównaniu najlepiej i kiedy samo cienkie włókno nie wystarczy.
Dlaczego temperatura ciała na trekkingu zmienia się tak mocno?
Wejście pod górę to godzina intensywnego wysiłku, podczas której organizm produkuje mnóstwo ciepła i próbuje się go pozbyć przez pot. Potem przychodzi postój przy schronisku albo na szczycie, ruch się kończy, a produkcja ciepła spada niemal natychmiast. Zejście zaczyna się z głową, która jest jeszcze wilgotna po podejściu, a powietrze ma kilka stopni poniżej zera. Czapka musi więc w jednym dniu wykonać dwa zadania, które do siebie nie pasują: wypuścić nadmiar wilgoci podczas marszu i zatrzymać ciepło, kiedy się zatrzymasz.
Jak zachowuje się merino przy zmiennym wysiłku?
Włókno merino potrafi wchłonąć nawet do 35 procent swojej masy w wilgoci, a mimo to dzianina nie jest mokra w dotyku od strony skóry. Pot wędruje na zewnątrz materiału i tam odparowuje. Dzięki temu czapka z merino zostaje sucha od środka nawet po ostrym podejściu, a to oznacza mniejsze ryzyko, że na szczycie zacznie ci marznąć głowa. Do tego merino jest miękkie. Jego włókno ma od 15 do 24 mikronów grubości, więc nie kłuje skóry, nawet kiedy nosisz czapkę po kilka godzin bez przerwy. Zwykłej wełny owczej, tej, która drapie, w Brain Inside w ogóle nie stosujemy.
Co robi materiał syntetyczny w tej samej sytuacji?
Materiały syntetyczne odprowadzają wilgoć z różną skutecznością, zależnie od tego, jak zostały wykonane. Mają swoje zalety: zwykle są tańsze i szybciej schną po zamoknięciu. Gorzej radzą sobie za to z zapachem. Przy dłuższym kontakcie z potem szybko zaczynają nieprzyjemnie pachnieć, a na kilkudniowym trekkingu, bez możliwości prania, robi się to uciążliwe. Merino ogranicza rozwój bakterii, więc czapkę można nosić kilka dni z rzędu i nie czuć, że trzeba ją od razu wyprać. Przy jednodniowej wycieczce różnica jest niewielka. Przy wyprawie na kilka dni zaczyna decydować.
Ile waży i jak się pakuje cienka czapka z merino?
Cienka czapka beanie z merino jest lekka i dobrze się ściska. Kiedy podejście robi się zbyt intensywne, zdejmujesz ją i wsuwasz do bocznej kieszeni plecaka albo kurtki, gdzie prawie nie zajmuje miejsca. Gruba czapka z obfitej dzianiny zajmuje w plecaku wyraźnie więcej i trudniej ją upchnąć między kurtką a termosem. Przy wyprawach wielodniowych liczy się każdy gram ekwipunku, więc dobrze, że czapka, która w razie mrozu naprawdę grzeje, mieści się w dłoni.
Czy samo merino wystarczy przy bardzo niskich temperaturach?
Przy siarczystym mrozie cienka czapka może okazać się za mało. Pomaga wtedy model z grubszym, wywiniętym ściągaczem, który podwaja warstwę materiału nad uszami, albo czapka handmade z merino połączonym z alpaką, na przykład w proporcji 80 procent merino i 20 procent alpaki. Alpaka dokłada ciepła, a nitka nadal jest miękka. Jeśli chodzi o fason, na szlaku najlepiej trzyma się dopasowana beanie, bo nie zsuwa się na wietrze. Luźniejsza smerfetka, czyli fason znany też jako slouchy albo long, sprawdzi się przy dłuższych włosach i w mniej ekstremalnych warunkach, kiedy ważniejsza jest swoboda niż ścisłe przyleganie.
Czy czapkę warto nosić pod kapturem?
Przy silnym wietrze tak. Cienka dopasowana beanie pod kapturem kurtki daje dwie warstwy izolacji i stabilizuje cały układ, bo kaptur sam z siebie ma tendencję do zsuwania się przy każdym spojrzeniu w bok. Grubsza, luźna czapka pod kapturem robi się niewygodna, więc na takie warunki lepiej wybrać model cieńszy, ale z gęstym splotem.
Czy do czapki warto dołożyć komin?
Czapka chroni głowę i uszy, ale kark i szyja zostają odsłonięte na wiatr, a to właśnie tam ciepło ucieka najszybciej. Komin zrobiony z podobnego materiału, z merino albo merino z alpaką, domyka ochronę i da się go w razie potrzeby naciągnąć wyżej, na usta i nos. Nie trzeba przy tym brać szalika, który na grani łatwo się rozwiązuje, a przy mocniejszym wietrze potrafi odlecieć w najmniej odpowiednim momencie.
Jak dbać o merino po wyprawie?
Po powrocie czapka z merino nie wymaga skomplikowanej opieki, ale kilka zasad warto zachować. Najlepiej prać ją ręcznie w letniej wodzie, do 30 stopni, bez wykręcania, tylko odsączyć w ręczniku. Suszyć trzeba na płasko, nie na kaloryferze i nie w suszarce. Dzięki temu włókno się nie filcuje, a czapka zachowuje kształt i miękkość na kolejne wyjazdy. Mokrej czapki nie warto trzymać zwiniętej w plecaku przez całą noc, bo najlepiej schnie rozłożona. Po krótkiej wycieczce często wystarczy ją po prostu przewietrzyć, bo merino nie chłonie zapachu tak jak syntetyki.
Czy jedna czapka wystarczy na cały sezon w górach?
Jeśli ma być jedna, niech to będzie dopasowana beanie z merino o grubości dobranej do typowych wypraw. Da się ją nosić i przy lekkim mrozie, i przy mocniejszym, kiedy dołożysz komin. Druga czapka ma sens dla osób, które chodzą w góry często i w różnych warunkach, od chłodnych poranków w listopadzie po styczniowe mrozy. Jedna lżejsza na podejścia, druga gęstsza na postoje i zejście to zestaw, który realnie ułatwia życie na szlaku. Dobrze dobrana czapka to rzecz, o której na trasie się zapomina, i tak właśnie powinno być.





































